
Książkowego Tarzana kojarzymy jako normalnie rozwiniętego fizycznie i intelektualnie mężczyznę. I choć realne "adopcje" ludzkich dzieci przez zwierzęta to fakt, ich los wygląda zgoła inaczej. Przede wszystkim brak kontaktu z ludźmi w wieku 2-5 lat powoduje zatrzymanie ich rozwoju umysłowego na poziomie 3-4-latka, a w zachowaniu upodabnia do zwierzęcych opiekunów. Takiego stanu nie odwróci potem żaden program wychowawczy. Dzieci udaje się nauczyć co najwyżej kilkudziesięciu słów i ograniczyć zwierzęce lęki i nawyki.
Ponadto ciało ludzkie pozbawione butów i innych zdobyczy cywilizacji kiepsko radzi sobie w trudnym terenie, a układ kości i stawów ulega szybkiemu zużyciu przystosowując się na przykład do chodzenia na czworakach. Nie bez znaczenia jest też leśna dieta. Jedzenie surowego mięsa i roślin to zabójstwo dla przewodu pokarmowego. Ocenia się, że "na dziko" dziecko jest w stanie dożyć wieku 15 lat. Odebrane zwierzętom wcześniej dociągały ćwierćwiecza.
![]() |
W 1973 roku w tropikalnych lasach Sri Lanki znaleziono 10-letniego chłopca wychowanego przez małpy. Dziecko wydawało nieartykułowane dźwięki i poruszało się wyłącznie na czworakach.
W 1978 roku w Sierra Leone (Zachodnia Afryka) wieśniacy karczujący las spłoszyli stado małp, które uciekając pozostawiły najmniej zgrabną. Okazała się nią 5-letnia dziewczynka. Ponieważ nie wykazywała żadnych cech ludzkich, wieśniacy trzymali ją uwiązaną za nogę w chlewiku. Dopiero po 4 latach wizytujący wioskę lekarz zabrał dziecko do szpitala. Poprawa warunków życia nie pomogła jednak w "uczłowieczeniu".
W 1986 roku w Ugandzie oddział wojskowy natrafił w rejonie Luwerto na stado goryli, wśród których znalazł 5-7 letniego chłopca. Poruszał się on wyłącznie na czworakach, miał krótki tułów i nadmiernie wydłużone kończyny o chwytnych palcach ukształtowanych podobnie jak u małp. Dziecko odżywiało się owocami, trawą i korą drzew. W sierocińcu, gdzie został przekazany, nadano mu imię Robert. I w tym przypadku zabiegi wychowawcze spaliły na panewce.
W 1920 roku w wiosce Midnapore, w indyjskim Benegalu wieśniacy bali się wieczorami wychodzić z domów z obawy przed ukazującymi się ponoć w pobliskim jarze zjawami. Rozwiązania zagadki podjął się pastor Joseph Singh.
![]() |
Już od dawna w relacjach podróżników i naukowców pojawiają się wzmianki o opiekuńczości małp w stosunku do ludzkich noworodków. W 1667 roku Oliver Dapper, badając obyczaje plemion zamieszkujących zachodnie wybrzeże Afryki, pisał o świadomym wykorzystywaniu szympansów do opieki nad Murzyńskimi dziećmi. To samo zjawisko zauważył w 1888 roku holenderski zoolog Jan Buttikofer. Również Herman Dembeck w swej książce "Pojętne zwierzęta" zawarł kilka ciekawych spostrzeżeń: "Afrykańscy plantatorzy donosili, że pawiany porywały czasem Murzyniątka i uprowadzały je ze sobą. Dzieciom tym nie działo się nic złego, gdyż pawiany traktowały je troskliwie niczym żywe zabawki, coś w rodzaju lalek. Taki ich stosunek do dzieci powodował, że pawiany często za wiedzą matek opiekowały się niemowlętami. Obecność takich czworonożnych nianiek uspokajała bardzo szybko nawet największych krzykaczy."
Ostatecznie taka opiekuńczość małp nie powinna dziwić, choćby z racji podobieństw do człowieka pod względem fizycznym i genetycznym. O wilkach wiemy, że posiadają szereg silnych i skomplikowanych instynktów, wśród nich instynkt macierzyński, co po części tłumaczy przypadki łagodności tych drapieżników względem bezbronnego niemowlaka. Problem niedźwiedzich i tygrysich opiekunów pozostaje nierozwiązany.
Cóż, przyroda rządzi się własnymi prawami a wśród nich dominują walka o przetrwanie i prawo przypadku. Myślę, że gdy zagubione niemowlę znajdzie się na drodze watahy w kryzysowym czasie, instynkt macierzyński przegra z samozachowawczym (zwłaszcza gdy w stadzie nie będzie karmiącej wedery).