
(Uwaga, w artykule tym będę imię każdego boga pisał z dużej litery - ze zwykłego szacunku dla wyznawców.)
Mając pewne cechy Boga, możemy pokusić się o ich analizę, czy aby jego koncepcja jest poprawna i wewnętrznie spójna. Jako że definicje Boga są różne - dokonam analizy mojego osobistego Boga. ;). Racjonalista powiedziałby, że wiara w rzecz, która jest logicznie sprzeczna jest głupotą, ale nie mógłby nic powiedzieć na wiarę, która taka nie jest. Ateiści twierdzą, że Boga nie ma wcale, lecz czy naprawdę mają podstawy, aby tak sądzić? Otóż ich podstawy są takie same jak podstawy wierzących w niego - można wręcz powiedzieć, że ateista wierzy w Boga o cesze nieistnienia. ;) Czemu tak jest? Otóż zaraz postaram się to udowodnić.
Mamy dwie hipotezy wzajemnie się wykluczające: "Bóg istnieje" i "Bóg nie istnieje". Ale jedna na pewno jest prawdziwa. Możemy dojść - która, przez udowodnienie jej - będące jednocześnie zaprzeczeniem drugiej lub zaprzeczyć jednej, aby udowodnić drugą.
Najpierw weźmiemy pod lupę udowodnienie tezy "Bóg nie istnieje".
![]() |
| Creation of a star © Joe Tucciarone |
Hipoteza: "Bóg istnieje".
Założenia: Bóg jest wszechmocny, miłosierny i wszechwiedzący, stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, człowiek posiada wolną wolę.
Najpierw weźmiemy pod lupę samą definicję wszechmocy. Skoro Bóg jest wszechmocny, to czy może stworzyć kamień, którego nie będzie w stanie podnieść? Okazuje się, że z klasycznego paradoksu omnipotencji istnieją wyjścia - aż 2, i całkiem proste. Każde wyjście następuje przy innym uzgodnieniu założenia - wszechmocy. Jeżeli wszechmoc ta polega na robieniu wszystkiego zgodnego z prawami logiki - w świecie logicznym, to odpowiedź jest prosta - nie może stworzyć takiego kamienia. Ale dalej będzie wszechmocny, bo może wszystko, co jest tylko zgodne z logiką. Ciało Boga niejako w tym przypadku wchodzi w formę świata logicznego, ale wciąż ją wypełnia. Jeżeli natomiast moc Boga jest ponad logiką, to tym samym może stworzyć taki kamień a potem jeszcze do tego może go podnieść - nie musi to być logiczne, bowiem jego moc pozwala mu na działania, które takie nie są.
Więc nie możemy się przyczepić do założenia wszechmocy... Następnie mamy założenie miłosierdzia. Spójrzmy, jak to wygląda: Miłosierny Bóg stworzył ludzi, którzy się zabijają, wątpią i są samotni - nie wygląda to najlepiej - żeby usprawiedliwić ten przypadek, odwołam się o założeniu o wolnej woli. Człowiek posiada wolną wolę - czy to znaczy, że Bóg nie ma nad nią kontroli? Tak. Ale nie jest to zaprzeczenie wszechmocy, bowiem Bóg ma potencjalną możliwość kontroli ludzi, ale tego nie czyni, bo ma swoją wolę, aby tak było i skoro jest wszechmocny, to może też czegoś nie robić. Tak samo zostawił autonomię światu, który się zmienia sam lub pod wpływem działania człowieka. Więc gdyby na świecie nie było tego całego zła, to człowiek nie miałby wolnej woli, bo czym jest wolna wola? Jest możliwością dokonywania wyborów (tak najogólniej). Bóg podejmuje tylko dobre decyzje - jako że posiada wgląd we wszystko (wszechwiedza). Człowiek takiej wiedzy nie posiada, więc podejmuje czasami decyzje złe. Czemu człowiekowi dana była wolna wola, a raczej czemu sam ją wybrał? Wystarczy przypomnieć sobie historię Adama i Ewy oraz Drzewa Poznania Dobra i Zła, żeby zrozumieć ten stan rzeczy.
Skoro człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, to czemu w takim razie nie posiada Jego mocy i wiedzy? Nie wszystko da się jednoznacznie opisać - żeby spróbować wyjaśnić tą sytuację według mojego myślenia, przywołam moje ulubione porównanie. Bóg jest malarzem, który namalował człowieka - obraz. Obraz zawiera myśli, marzenia, idee, stan umysłu malarza, lecz czy jest nim? Widać tutaj jak niedoskonałe są opisy logiczne - opierające się na podmiotach idealnych - wykluczających dualizm.
Wolna wola wymaga osobnego akapitu, bowiem jest tu pewien konflikt interesów. Bóg jest wszechwiedzący, więc teoretycznie wie co zrobimy. Jak się to ma do wolnej woli? Otóż Bóg... może o tym wszystkim nie wiedzieć - ma do tego święte prawo, pozwala mu na to właśnie to, że może wszystko - więc może także nie wiedzieć, a to zależy już tylko od jego woli. No dobra, a logika przyczynowo-skutkowa? Skoro każde zdarzenie jest efektem innego KONKRETNEGO zdarzenia, to oznacza, że jesteśmy tylko trybikami w maszynie świata i nawet jeżeli Bóg pozbawił się mocy świadomości łańcucha naszych decyzji, to wszechświat jest niejako ich świadomy. Czy nasze decyzje są skutkiem tylko chemii mózgu? Ładnie to brzmi, ale tak naprawdę nie można tego udowodnić. Ktoś może powiedzieć, że modyfikując mózg, możemy zmodyfikować świadomość, ale tak naprawdę nie wiemy, czym jest świadomość. Jeżeli sprawimy, bawiąc się mózgiem, żeby organizm poczuł nagle przyjemność, to to o niczym nie świadczy, bo tak samo można połaskotać rękę i stwierdzić, że to ręka jest odpowiedzialna za przyjemność - skala jest wciąż otwarta, a zmiany w mózgu mogą oznaczać równie dobrze po prostu zmianę fizyczną organów odpowiedzialnych za percepcję, czyli świadomość dostając błędne dane - będzie podejmowała złe decyzje. Trzeba pamiętać także, że w chemii mózgu nie ma jednoznacznych wyników - istnieje tylko "szum". Świadomość wybiera jedną z opcji nawet wtedy, kiedy zyski i straty się wyrównują lub są poza możliwościami analitycznymi (problem mniejszego zła). Nie możemy wykluczyć w takim wypadku istnienia wolnej woli, tym bardziej, że determinizmu świata na dobrą sprawę nie da się udowodnić, co wynika z paradoksu informacji. Żeby być pewnym zajścia jakiegoś zdarzenia, w jakimś układzie, trzeba by zapisać gdzieś wszystkie zdarzenia tego układu - czyli urządzenie służące do tego musiałoby być większe niż cały wszechświat. Czyli nigdy nie poznamy pełni mechaniki ludzkiego mózgu ani niczego, zawsze coś będzie mogło "iść nie tak". Skoro determinizm jest logiczną niewiadomą, to każde stanowisko w tej sprawie jest tylko kwestią wiary. Ja wierzę w wolną wolę - czyli zdolność do podejmowania decyzji wbrew czynnikom zewnętrznym. Przy tej mojej definicji zaznaczę jeszcze, że wolna wola wcale nie musi oznaczać wszechmocy, a argumenty w stylu - "skoro masz wolną wolę, możesz nie jeść, skoro chcesz" są trochę bezsensowne, ale zawierają część prawdy, pod warunkiem, że twierdzimy, że świadomość ma daleko większy wpływ na wszechświat niż nam się wydaje (co jest całkiem możliwe, zważywszy na zdolności parapsychiczne niektórych ludzi).
Myślę, że w powyższym artykule udowodniłem, że tak naprawdę koncepcja Boga jest logicznie spójna, tak samo jak koncepcja jego braku, więc cała kwestia to kwestia wiary w jedną z nich; bo nie można powiedzieć, żeby zaprzeczenie istnienia Boga było logicznie uzasadnione. :) Jeżeli macie jakieś pomysły na obalenie moich wniosków, to proszę słać na maila, być może powstanie druga część artykułu.