
ADAM BYTOF: - Świadome śnienie zaczęło pojawiać się u mnie spontanicznie pod koniec lat osiemdziesiątych, jako "efekt uboczny" praktyki medytacyjnej.
![]() |
| Adam Bytof |
- Bardzo wiele osób interesuje się snami i wykorzystuje je w swojej pracy. Myślę tu o psychoterapeutach i psychologach. Ja skupiłem się głównie na zjawisku świadomego śnienia jako jednej z metod komunikacji z podświadomością. Moja praca polega na uczeniu technik umożliwiających wywołanie świadomego śnienia, obserwowaniu ich skuteczności oraz doskonaleniu metod oneironautycznych. Jestem kojarzony głównie ze świadomym śnieniem, choć interesują mnie również inne metody komunikowania się z podświadomością. Od wielu już lat przygotowuję nagrania oparte o techniki wodzenia rytmów czynnościowych mózgu przy pomocy dźwięku. W ich tworzeniu wykorzystuję nie tylko wiedzę i doświadczenie zdobyte w studiach nagraniowych i w Akademii Muzycznej, w której studiowałem, ale także wiedzę z zakresu psychologii (studia na Uniwersytecie Warszawskim) hipnozy ericksonowskiej i klasycznej, programowania neurolingwistycznego (jestem jednym z założycieli Stowarzyszenia Trenerów NLP w Polsce) oraz przede wszystkim doświadczenie z 25 już lat osobistej praktyki medytacji i autohipnozy.
» Czy traktuje pan Oneironautykę jako swoją pasję, czy może jako termin naukowy, który wymaga tylko pewnych wyjaśnień?- Sztuka świadomego śnienia jest dla mnie pasją, tajemnicą, czymś bardzo istotnym w procesie rozwoju świadomości. To nie jest żadne hobby. Hobby to może być wędkowanie albo jazda na rowerze. Świadome śnienie sięga w moim przypadku bardzo głęboko i nierozerwalnie wiąże się z medytacją oraz podstawowymi pytaniami o najgłębszą tożsamość, wartość poznania zmysłowego, realność doświadczeń itp. egzystencjalnymi problemami.
» Według Pańskiego zdania sztuka świadomego śnienia jest potrzeba w życiu człowieka, czy jest to tylko ozdobnik upiększający marzenia senne?- W moim życiu jest ona potrzebna i ważna. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie każdy będzie w ten sposób ją postrzegał. Są ludzie, dla których jest to tylko "ozdoba" snu. Myślę, że każdy ma swoją ścieżkę i jest wiele sposobów, by nawiązać kontakt z głębszymi warstwami umysłu i odkrywać swoje prawdziwe "Ja".
» Czy każdy z nas może pozwolić sobie na umiejętność wywoływania jasnego snu?- Myślę, że każdy jest do tego zdolny, ale nie jest to droga dla każdego. Potrzebna jest tu głęboka i silna motywacja, wiara w swoje możliwości, cierpliwość, dyscyplina i wiele cech, które coraz rzadziej można spotkać u współczesnych, oczekujących tandetnej "łatwizny" ludzi.
» Jaka metoda jest najbardziej pomocna podczas wywoływania świadomego snu?- Ja zwracam szczególną uwagę na wartość prawidłowo wykonywanych testów rzeczywistości, poranną przerwę oraz autosugestię (wizualizację). Ciekawe rezultaty osiągnąć można poprzez "zaprogramowanie" podświadomości podczas sesji hipnotycznej lub poprzez nagranie audio. Bardzo pomocne wydają się również bodźce ze świata zewnętrznego. Może to być REM-Dreamer (bodźce wzrokowe) lub nagranie odtwarzane w czasie snu.
» Ile czasu, według Pańskich obserwacji i doświadczenia, zajęłoby przeciętnemu człowiekowi, nieobeznanemu ze zjawiskiem świadomego śnienia, nauczenie się regularnego jego wywoływania, przyjmując, że wykorzystuje on najlepszą z możliwych technik?- U mnie było to ok. 3-4 lat. Po tym czasie osiągnąłem wysoką skuteczność technik i znaczną częstotliwość świadomych snów. Obecnie ok. 4-5 snów świadomych na tydzień. Są oczywiście osoby bardziej utalentowane i szybciej osiągające takie rezultaty.
» Jest wiadome, że zjawisko świadomego śnienia istnieje w ludzkiej kulturze od początków jej powstania. Jeszcze do nie tak dawna osoby pragnące doświadczyć tego zjawiska skazane były na żmudne praktyki. Dzisiejszy świat daje nam jednak dużo większe możliwości w tym zakresie. Co może Pan powiedzieć o technicznych "wspomagaczach" LD?- Myślę, że zbyt wiele osób uważa, że nowoczesna technologia wykona za nich całą pracę. Oczywiście może ona ułatwić i przyspieszyć trening, ale trzeba ćwiczyć. Bez dyscypliny nie ma żadnych trwałych osiągnięć. I nie chodzi tu o wysiłek woli. Wola bardzo często bywa przeszkodą w kontaktowaniu się z podświadomością. Chodzi raczej o systematyczność, wiarę w siebie i własne możliwości, konsekwencję i pozytywne nastawienie. Nic na siłę, ale wytrwale i cierpliwie.
» Wiadomo, że zastosowanie świadomych snów jest tematem bardzo obszernym, ale czy mógłby Pan wymienić choć jedno z zastosowań, które może być dla nas znaczące?
- Najważniejszą konsekwencją jest dla mnie samopoznanie. Odkrywanie kolejnych warstw umysłu i uświadomienie sobie swojej najgłębszej tożsamości. Czym jest świadomość? Czym jest moje świadome ja we śnie? Czy nie jest częścią snu? Co jest ponad umysłem i ponad snem?
Oczywiście świadome śnienie daje wielkie możliwości na poziomie psychologicznym osobie, która potrafi je wykorzystać. Otwiera ono drogę do bardzo ścisłej komunikacji z podświadomością. Dzięki temu można zmieniać połączenia synaptyczne w mózgowej sieci neuronowej i zmieniać automatyczne wzorce reakcji, co ma konsekwencje w terapii koszmarów sennych i fobii, i w pobudzeniu autoterapeutycznych zdolności organizmu. Połączenie pomiędzy umysłem i ciałem jest w fazie REM czymś zupełnie wyjątkowym i porównywalnym chyba jedynie z bardzo głębokimi stanami transu hipnotycznego. Z tą różnicą, że tylko 10% ludzi według wiarygodnych badań jest w ogóle zdolnych do wejścia w tak głęboki trans, a w fazę REM wchodzimy wszyscy każdej nocy. Niestety robimy to zupełnie nieświadomie i tracimy, moim zdaniem, wielkie możliwości oddziaływania na własne procesy nieświadome i nasze ciało.
- Niewłaściwe podejście do świadomego śnienia może stwarzać pewne niebezpieczeństwa. Na przykład potrzeba nadmiernej kontroli ze strony "ego" może pogłębić się poprzez taką praktykę. Prowadzi to do wzrostu napięcia i uniemożliwia przekroczenie "ego" w rozluźnionej, nieosądzającej i czystej świadomości. Osobiście nie zetknąłem się z negatywnymi skutkami właściwie prowadzonej praktyki LD. Myśląc o właściwej praktyce, myślę o połączeniu jej z głębszą medytacją i refleksją psychologiczno - filozoficzną o własnym rozwoju.
» W jaki sposób traktuje Pan własne, osobiste przeżycia wypływające z jasnych snów?- Jak już powiedziałem, jest to ważna dla mnie część przygody, jaką jest życie i poznawanie rzeczywistości wewnętrznej. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że świadome śnienie dotyczy tylko pewnego poziomu doświadczeń. Wyższych, ponadzmysłowych stanów świadomości z pewnością nie można nazwać marzeniem sennym. Sen, nawet świadomy sen jest jednak zjawiskiem "zmysłowym" i w porównaniu z subtelną świadomością medytacyjną (stanami głębokiej kontemplacji albo samadhi) dość "prymitywnym". Na swoim psychologicznym poziomie jednak bardzo istotnym narzędziem oddziaływania na podświadomość.
» Napisał Pan dwie świetne książki: "Jasność" i "Oneironautyka", jaki był cel ich wydania?- Rzeczywiście miałem ten przywilej, by w 1996 roku napisać i wydać pierwszą w Polsce książkę poświęconą świadomemu śnieniu. Obie książki mają charakter popularnonaukowy. Ich celem jest popularyzacja wiedzy o tym zjawisku oraz dostarczenie pewnych praktycznych wskazówek osobom pragnącym rozpocząć swoją przygodę ze świadomymi snami. Obecnie piszę już trzecią książką na ten temat i mam nadzieję, że ukaże się ona na wiosnę 2006 roku.
» Sztuka świadomego snu nie jest jeszcze bardzo popularna wśród ludności. Czy myśli Pan, że z biegiem czasu sytuacja ta się zmieni?- Myślę, że powoli sytuacja już się zmienia. Coraz więcej produktów kultury masowej odwołuje się do świadomego śnienia i problemów z nim związanych, takich jak filozoficzne pytania o naturę rzeczywistości i wartość zmysłowego doświadczenia. Przełomowym filmem z pewnością był kilka lat temu "Matrix". Świadome śnienie jest integralnym elementem rodzącej się "nowej świadomości", która zatacza coraz szersze kręgi mimo oporów establishmentu naukowego, politycznego i religijnego. To jest ewolucja ludzkiego umysłu i nie ma przed ludźmi innej drogi. To tylko kwestia czasu. Chciałbym, aby procesy rozwoju społecznej świadomości następowały szybciej, ale nie jest to takie proste, jak myśleli jeszcze kilkadziesiąt lat temu prorocy New Age.
» Oprócz badacza świadomych snów, jest Pan także trenerem medytacji. Na Dalekim Wschodzie zjawisko świadomego śnienia wplecione jest w różne duchowe tradycje. Czy może Pan powiedzieć więcej o związkach między zjawiskiem jasnych snów a rozwojem duchowym?- To bardzo obszerny temat. Rozwój duchowy, szeroko rozumiany, obejmuje również rozwój psychologiczny, poznawczy, społeczny, kulturalny, fizyczny i moralny. Świadome śnienie dotyczy sfery psychologicznej, głównie poziomu nieświadomego, ale konsekwencją jego praktykowania w połączeniu z praktyką medytacji jest przemiana świadomości, która polega na silnym przekonaniu o względności poznania zmysłowego oraz odkryciu tożsamości przekraczającej sferę psychologiczną. Śniący zdaje sobie sprawę z tego, że nie tylko świat, którego doznaje, jest wytworzony przez jego mózg, ale również jego myśli i poczucie "ja" jest częścią tego świata. We śnie nie tylko to, co widzę jest snem, ale częścią snu jest również moje ciało oraz myśli, które śnię. Na przykład myśl o tym, że to jest sen, jest myślą, która mi się śni! Komu śni się ta myśl? Kto jest naprawdę świadomy? Gdzie jest źródło tego poczucia tożsamości, które mam we śnie świadomym i na jawie? To są pytania, które bezpośrednio prowadzą w stronę Ducha, w stronę prawdziwej, ponadegoistycznej albo transpersonalnej tożsamości. Podążając za tymi pytaniami idzie się ścieżką rozwoju duchowego.
» Jaką myśl przekazałby Pan czytelnikom naszego magazynu i początkującym oneironautom?- Bardzo się cieszę, że ten magazyn powstał i mam nadzieję, że będzie się wspaniale rozwijał. Współczesny świat potrzebuje dziś ludzi, którzy w sposób mądry i delikatny będą umieli przekazać innym wiedzę o rodzącej się nowej świadomości. Trzeba unikać błędu, który popełnili wiele lat temu i popełniają do dziś "prorocy" New Age. Polega on na tym, że bez pogłębionej refleksji nad duchowością rozprawia się z "profanami" i nawraca na "nową wiarę". Prawdziwa duchowość jest "wiedzą tajemną", ezoteryczną. Wielki nauczyciel duchowy sprzed 2000 lat powiedział: "Nie rzucajcie pereł przed wieprze". Duchowość to nie jest coś, co można kupić w tzw. sklepie ezoterycznym. Nie rowijamy się duchowo poprzez czytanie gazet albo chodzenie na kursy rozwoju duchowego. To może być pewnego rodzaju "rozrywką" na drodze, ale prawdziwy rozwój dokonuje się poprzez codzienną, systematyczną medytację, pogłębioną obserwację życia innych ludzi i samego siebie. Postawa wrażliwego, uważnego świadka jest prawdziwą postawą duchową, zarówno na jawie jak i we śnie. Myślę, że bez tej uważności nie może zrodzić się właściwe działanie. W przeciwnym wypadku wszelka aktywność jest jedynie grą naszych lęków i pragnień. Wierzę, że działanie, aktywność może wypływać z głębokiej i uważnej świadomości. Tylko wtedy jest ono prawdziwie twórcze i daje głęboką satysfakcję. Na inne rzeczy szkoda czasu...
» Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu i mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się na łamach naszego magazynu.- Dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich redaktorów i czytelników.