
![]() |
| Prophecy © Steve O-Mack |
Pójdźmy jednak dalej w tym koszmarze... kataklizmy. Ivan, Katrina, Rita chyba są dopiero preludium tego, co ma nastąpić. Co by się stało, gdyby w niedługim okresie czasu nastąpiło kilka nakładających się kataklizmów? Erupcje wulkanów, powodzie, huragany, trzęsienia ziemi. Ogień - woda - wiatr - ziemia. W każdym razie - interesujące. Na dokładkę zamiana biegunów magnetycznych i silna precesja słoneczna w grudniu 2012 roku. No właśnie - sławny rok 2012. Przepowiednia Oriona i wszystko jasne, choć osobiście mam bardzo wiele zastrzeżeń, zarówno do niej, jak i do wizji, jakie przedstawiłem powyżej. Prawdą jest, że kalendarz Azteków, Majów i Egipcjan przewiduje koniec na grudzień 2012 r., ale koniec epoki - nie świata. Co nie zmienia faktu, że będzie się to wiązało z apokalipsą dla większej części cywilizacji. Ponieważ to wszystko wydaje się mało barwne (?), dodajmy jeszcze do tego ujawnienie się obcych i będziemy mieli historię lepszą niż w niejednej powieści s-f. Można by tu jeszcze dużo rzeczy wyciągnąć i dopisać... ale teraz czas na drugą stronę medalu...
Zacznijmy od przypomnienia, że myśl jest energią. Słowo nadaje mocy myśli, a zachowanie podyktowane danymi myślami bądź słowami - jeszcze większą. Następne przypomnienie - podobne przyciąga podobne. A teraz zacznijcie wierzyć w te rzeczy, które napisałem powyżej. Zacznijcie żyć tak, aby przygotować się na tą apokalipsę. Bądźcie jednak pewni, że wtedy tego wszystkiego doświadczycie. Inna sprawa, że niektóre rzeczy z tego, co przedstawiłem powyżej, rzeczywiście mogą i zmaterializują się. Po prostu pewne myślokształty w astralu są już na tyle silne, że pewnych procesów już nie da się zatrzymać. Kto wie, czy nie powinniśmy uznać Nostradamusa za zbrodniarza, gdyż jego niektóre wizje, bądź co bądź trafne, wywarły taki wpływ na myśl ludzką, że nie powinno być potem dziwne, gdy się materializują. W tym momencie chciałbym także pozdrowić grupę z Forum Zjawisk Niewyjaśnionych dyskutującą nad Kodem Biblii i opisanymi powyżej zjawiskami. Odwalacie kawał niedźwiedziej roboty, że tak powiem, i obyście się nie obudzili z ręką w nocniku. Wracając, jak w tym wszystkim się zachować? Nie przejmować się tym i otworzyć się na swoje wnętrze. Może dla niektórych wydać się idiotyczne zajmowanie się medytacją, kiedy szykuje się nam taki Armageddon. Jednak jest to chyba jedyne możliwe rozwiązanie na wyjście bez żadnego uszczerbku z tych potencjalnych zdarzeń. Zajmowanie się tym, rozważanie i obawy, to najgorsze, co może być, gdyż nadaje się właśnie temu moc. Z kolei wyciszenie się, świadome myślenie, kierowanie emocjami, wewnętrzny rozwój, podnoszenie wibracji zapewnia nam to, że sami zadecydujemy, jaka będzie w tym wszystkim nasza rola. "Wiele negatywnych myślokształtów jest rozbijanych podczas medytacji. Medytujące grupy mają moc szybkiego rozbrajania nawet niezwykle silnych, destruktywnych myślokształtów." Powyższym tekstem, traktującym o tych wszystkich przepowiedniach, również nadałem im pewnej mocy, ale myślę, że do niektórych trafi to, co tu piszę i przynajmniej wybiorą, w co chcą wierzyć, tak aby nie słać energii na tego typu wizje. Nie chodzi tu o ignorancję, gdy np. znajdziemy się w samym centrum wydarzeń, ale o zaakceptowanie ich i nieocenianie. Nie kreślenie żadnych negatywnych scenariuszy. Na pewne rzeczy i tak nie mamy już wpływu - zajmijmy się sobą. "Chcesz zmieniać świat? Zacznij od siebie!". Rok 2012 według mnie rzeczywiście będzie w jakiś sposób szczególny. W jaki dokładnie - zobaczymy. Dla jednych będzie to początek złotej ery ludzkości, ery miłości. Dla innych "koniec świata", początek wieloletniej globalnej tyranii. W sumie tylko dwie główne drogi wyboru są tu możliwe: wybór podyktowany miłością (prawdziwą miłością - duchową, a nie litością, pożądaniem czy też uzależnieniem) albo wybór podyktowany strachem. Z tych dwóch stanów wynikają wszystkie inne... Dwa tysiące lat temu podczas przejścia z ery Barana do ery Ryb ludzkość wybrała strach. Ruch, jaki pojawił się przy końcu ery Barana, nauczający o duchowości (m.in. Jezus), można powiedzieć, że poniósł klęskę. A już pewnym kuriozum jest to, że na naukach pewnego oświeconego mistrza powstała organizacja religijna, która stała się najdłużej trwającą obecnie dyktaturą na świecie. Nie dość, że wyinterpretowała z tych nauk, co było dla niej potrzebne, to jeszcze i tak często działała i działa (!) w sprzeczności z nimi. No cóż, robi się to, na co pozwala druga strona, czyli wierni... W latach 60-tych XX wieku rozpoczął się ruch, dzięki któremu przebudziło się tzw. New Age i wszystko to, co z nim związane. To nie jest przypadek i mniejsza o dzieci-kwiaty z narkotykami. Wszystko miało swój cel. Dziś ten ruch parakulturowy się nasila. Pytanie nie polega na tym, co nas czeka w przyszłości, ale jakiej przyszłości dla siebie Ty chcesz, czytelniku? Przede mną jeszcze długa droga, ale ja wybieram erę Wodnika - erę powszechnej miłości... i obyśmy się tam wszyscy znaleźli, czego sobie i Wam życzę. :)