dział:
Idąc drogą indywidualnego rozwoju często kierujemy się różnymi pobudkami wewnętrznymi. Czy zawsze zastanawiamy się, dlaczego i po co chcemy się rozwijać, poznawać i dążyć do rejonów umysłu, które, jak sądzimy, dadzą nam głębszy wgląd w rzeczywistość?
Myślę, że jest to często jakiś impuls lub swoisty bunt naszego ducha, który każe nam wydobyć się na powierzchnię małostkowego świata naszego ego. Przynajmniej spróbować, zmierzyć się z jego zniewalającym klimatem. Chcemy często sami przed sobą udowodnić, czy damy radę podołać własnym lękom, obawom i ograniczeniom. Lecz często okazuje się (częściej niż się nam wydaje), że jest to tzw. "walka z wiatrakami", choć na początku wydawała się całkiem sensowna i fascynująca.

Jest to problem, który uwidacznia nam na pewnym etapie naszego rozwoju dosyć ciekawą, ale zarazem istotną część Prawdziwego Duchowego Rozwoju, który aby był czymś realnym, musi stanowić nieodwracalną zmianę na lepsze naszego charakteru. Nie może też istnieć w nim żadna skaza, która nie jest naszym doświadczeniem i zawsze musi być czymś twórczym i pozytywnym. Jeśli tak nie jest, wydaje mi się, że prędzej czy później oddalimy się od celu, w którym znajdziemy prawdziwe szczęście i poznanie samego siebie. Chciałbym tutaj zaznaczyć, że poznanie samego siebie nie jest celem w sensie, w jakim nam się to na pierwszy rzut oka wydaje. Nie jest na pewno celem samym w sobie, a raczej żywą podróżą i drogą w głąb siebie. Odkrywanie siebie samego na nowo. Często samotnie, w obszarach już dawno zapomnianych. W wyuczonych przez społeczeństwo nawykach i ograniczeniach, wynikających ze strachu. Ale też w obszarach radosnych, wypełnionych inspiracją i jednością doświadczeń z innymi. Tak to wygląda w głównym zarysie.

Aby móc zacząć świadomie podążać tą drogą, myślę, że kluczową rolę odgrywa tutaj wola. Wola to wybór, a wybór to Droga Życiowa, jaką będziemy podążać. Wybór zależy tylko od nas - nawet, jeśli jest zły (jeśli można w ogóle oceniać, co jest złe, a co dobre dla nas). Z drugiej strony jednak, z pewnego punktu widzenia, każdy wybór już jest właściwy, ale nie zawsze uświadomiony przez nas. Świadomy staje się w momencie, gdy zaczynamy wybierać. Nasza świadomość wtedy poszerza się. Często jest to bolesne, ale zawsze rozwijające. Miernikiem rozwoju naszej świadomości może być tutaj zakres wyborów, jakie dokonujemy na przestrzeni czasu, które są podyktowane z miłości i chęci nie krzywdzenia innych żywych istot, które również, tak jak my, rozwijają się na swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Są to wybory, które prowadzą nas do wolności wewnętrznej i nie ograniczają nas. Wybory tworzące nowe możliwości działania, ale jednocześnie minimalizujące strach. Przełamujące bariery tabu naszego ego, a zarazem uwalniające prastare podłoża naszego wiecznego ducha.

Najwyższym celem jednak jest osiągnięcie Boskości oraz pełnej świadomości, która jest czymś aktywnym, nie zaś pasywnym. W tym stanie poznajemy rzeczywistość będącą naszym wspólnym dziedzictwem i podłożem duchowym. Kluczem do jego osiągnięcia jest właśnie wybór. Czy wybierzemy właściwie? Ile musimy podjąć jeszcze mniej lub bardziej właściwych wyborów, aby następne mogły stać się bardziej świadome? Na to pytanie jest bardzo ciężko werbalnie odpowiedzieć, ale nie zadaję ich po to, aby uzyskać odpowiedź, lecz aby choć odrobinę sprowokować w nas zapomnianą zdolność samorefleksji i intuicji. Aby móc na nowo indywidualnie kreować własną rzeczywistość.

Kreacja wydobywa z nas na nowo stare pokłady naszej praegzystencji, która chce się wiecznie wyrażać i służyć. Nieść to, co dobre i to, co tworzy życie. Życie, które jest zawsze tym samym, a jednocześnie różnym i innym. Na tym etapie odkrywamy, że wybór był nam tylko potrzebny, aby stać się na nowo sobą i móc żyć odwiecznymi prawami, które nie potrzebują wyborów, ale które nas do wyborów inspirują. Tych właściwych oczywiście.

Ostateczną nagrodą za determinację będzie to, o czym zawsze podświadomie marzyliśmy. Szczęście, spokój, poznanie. Lecz niełatwa to droga. A tym bardziej wybory, szczególnie te pierwsze, dzięki którym stawiamy jak małe dzieci pierwsze kroki ku Bogu. Ku nam samym. Ku miłości.

I tego Wam właśnie wszystkim życzę.