
Śmierć. Temat usilnie omijany, usilnie przypominany, owiany grozą, dowcipem albo ciszą. Będziemy gawędzić o jej sensie, ale nie o sensie śmierci fizycznej, śmierci ciała. Będziemy rozmawiać o śmierci prawdziwej, śmierci ducha, śmierci starych poglądów, starego ja, tego, co w nas złe. Śmierć naszej pokazówki, naszego tańca przed własnym odbiciem, a także najważniejszej śmierci - śmierci dla świata.
Czym w ogóle jest śmierć? Przejściem? Etapem pomiędzy etapami? Koniecznością? Fatalnym marzeniem nabytym przy narodzinach?
Śmierć, ogólnie, oznacza koniec, kres. Coś nagle się urywa i tutaj zatrzymujemy się. Nie idziemy dalej, do początku czegoś nowego, ale tkwimy w tym stanie. Sam przyznasz, że niezbyt jest to przyjemne. Dla większości z nas śmierć albo jest początkiem, albo końcem, nie samą przerwą. Dla mniejszości śmierć jest jednością, jeśli chodzi o początek i koniec. Jednak tak naprawdę śmierć - de facto - jak mówiłem - jest przerwą, stanem pomiędzy początkiem i końcem, stanem, w którym nie istnieje czas i przestrzeń, nie istnieje rzeczywistość, sen.
Gdy zrozumiecie tą prawdę, zrozumiecie, dlaczego mistyczne przeżycia są tak często związane ze śmiercią, i dlaczego ścieżka duchowa mistyka polega na przeżywaniu śmierci. Śmierć jest spotkaniem z Bogiem - jest nie doświadczaniem, wyzbyciem się iluzji czasu i przestrzeni. Niekoniecznie wyzbyciem się ciała, którego już nie czujemy, a do którego wracamy po śmierci symbolicznej. Wracamy cząstką świadomości, która nigdy nie umrze, a która nie potrafi tworzyć rzeczywistości i jej doświadczać.
Mistyczne poszukiwania zaczynają się od pozbycia starych nawyków, poglądów, wszelkiego złego nagromadzonego w duchu człowieka. Lecz, przede wszystkim, jest to odcięcie się od spraw świata - pozostanie biernym na wszystko, ostatecznie i nieodwołalnie. Nawet jeśli ktoś angażuję się w prace społeczne i śledzi bieg zdarzeń, to z dozą dystansu. Mistyków można poznać po tym, że są oddaleni od spraw codziennego świata, nawet znajdując się w środku wydarzeń, w środku miasta, w środku harmideru i zdenerwowania, ich to już nie dotyczy. Są światłością pośród ciemności, są nieczuli i stali pośród tego, co się dzieje wokół.
Na początku jesteśmy silnie związani z żywiołami. Żywioły te to ogień (niepohamowane zapalenie do czegoś, nerwowość, gniew), powietrze (moc myśli, aktywna siła zmiany, dynamiczna do granic możliwości, jednak opierająca się tradycyjnym zasadom i postępowaniom), woda (cicha, introwertyczna, często związana z domenami materialnymi, kłamstwem, skrywanymi pragnieniami i życiem jako takim, choć lubi stać na uboczu) i ziemia (uparta, konsekwentna, ale zimna i ciemna). Te żywioły nami targają. Dopóki nie przyjmujemy Jezusa Chrystusa - Drogi, Prawdy i Życia. Krzyż, na którym umarł, symbolizuje na Ścieżce połączenie wszystkich żywiołów, równowagę pomiędzy wszystkimi cechami: doskonałość.
Od czego zaczyna się więc poszukiwania? Od wiary. "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli!" Co to znaczy? Że nie widziałeś cudów, ale uwierzyłeś w nie. Wiara czyni cuda, powiadają, lecz nie przykładają większej wagi do tych słów. Żyjemy w czasach, gdzie cudów jest wiele, ale mało jest wiary w nie. Czasami komercjalizacja i telewizja służą jako narzędzia świata, by uszczuplić wiarę ludzkości. Wiara raz rozkrzewiona nie ginie, jest jak 30, 60, i 100-krotny plon. Ważnym czynnikiem rozpoczynającym Poszukiwania jest Słowo Boże. Ktoś bardzo święty w tym znaczeniu, że Bóg objawił mu się, a ten Mu zaufał i działa zgodnie z Jego wolą, przemawia do Ciebie w niezwykłych momentach. Są niezwykłe, naprawdę - trudno je zrozumieć i jeszcze trudniej je wytłumaczyć. Po prostu uwierz, że są to niezwykłe momenty, chociaż nie widzisz cudów, to czujesz coś niewypowiedzianego - jest to Prawda.
Prawda wyzwala. "Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli" - jest pierwszą rzeczą objawianą mistykowi. Prowadzi do Drogi, boskiej ścieżki prowadzącej do nieba i do Boga. Prawda burzy nasze dotychczasowe patrzenie na świat: zaczynamy się łączyć w duchu, żywioły przestają nas nękać, oddalamy się nieco od świata, który coraz mniej nas obchodzi, za to coraz więcej widzimy w nim prawdziwego obrazu i sensu. Nie uczestniczymy w życiu świata, ale już w łasce danej przez Boga.
Prawda, Droga i Życie to jedność. Jezus Chrystus i Jego Miłość jest również jednością. Droga jest środkowym wyznacznikiem, kierunkiem, cechą mistyka. Gwoli wyjaśnienia dodam, że mistykiem równie dobrze można nazwać Chrześcijanina jak Muzułmana. Każdy, kto podąża ścieżką Jezusa Chrystusa, jest Synem Światła, niezależnie od religii, którą wyznaje. Dlatego też Droga nie jest religią w żadnej mierze. Religia jest ustanowiona przez ludzi, może przeminąć, ale równocześnie jest symbolem, elementem, który prowadzi do Drogi.
Droga to środek podróży do Boga. Zaczynają się dziać z Tobą rzeczy, których nie pojmujesz - mogą to być jakieś, wydaje się, niesprawiedliwe tragedie i zbiegi okoliczności. Nie dzieje się dobrze w każdym razie. To oddala Cię od świata, którego już nie rozumiesz, a przybliża do istoty zdarzeń, których nie można pojąć. Pragniesz je wyjaśnić, a poszukiwanie wyjaśnień to inne określenie na Ścieżkę.
Czym więc jest Droga? Posługuję się dwoma różnymi terminami: Ścieżka i Droga. Ścieżka to droga mistyka z perspektywy zwykłego człowieka, Droga zaś, to wyjaśnienie, istota Ścieżki.
Im bliższy jesteś wyjaśnienia, Jezusa Chrystusa, tym bliżej jesteś Boga - i tym samym źródła Życia. Życie to życie w łasce, Życie w królestwie niebieskim tu i teraz, już na ziemi. Jest wszystkim, jest życiem w miłości i pokoju, w pogodzeniu z siostrami i braćmi. Oznacza to kompletną śmierć dla świata. Nie obchodzą Cię sprawy doczesne, choć wykonujesz swoje obowiązki. Zanika poczucie własnej ważności - nie reagujesz na zaczepki wobec własnej osoby, chociaż możesz się bronić w przypadku niesprawiedliwego oskarżenia. Czyli, mówiąc prawdziwie, nie posługując się symboliką, Życie to życie dla Boga, dla wszystkich, wszystkim, co się ma i czym się jest.
Czym jest Dobra Nowina? Sprawozdaniem z mistycznych doznań, relacją z symbolicznej śmierci. Bo tylko umierając dla świata możesz narodzić się dla Boga, miłości, wszystkiego, co dobre. Krzyż, Chrystus - to równowaga, oddalenie od świata, który jest zestawieniem pragnień i zderzeń żywiołów. Tylko łącząc je wszystkie można osiągnąć harmonię. Tylko osiągając harmonię można pozbyć się drzazgi z oka. Tylko pozbywając się drzazgi z oka można odzyskać wzrok i prowadzić innych, by nie wpadli do dołu - wraz z tym, kto prowadził.
Dobra Nowina jest ważna jako taka, gdyż ma za zadanie prowadzić innych do Boga, nawracać, tworzyć więzi międzyludzkie - tworzyć nową ziemię - ziemię, na której wszyscy ludzie się miłują, ludzie, którzy porzucili sprawy ziemskie powodujące zamęt.
Jak to wszystko wygląda? Podam na własnym przykładzie. Od dawna szukałem ponownych narodzin, narodzenia, które by mnie odmieniło na lepsze. Nadarzyła się okazja w postaci bierzmowania. Strasznie bałem się tego sakramentu, było to dla mnie coś niezwykłego, nieznanego. Lęk wydaje się naturalny.
Zaczęło się od krótkich spotkań. Były raczej organizacyjne. Jednak dobrze pamiętam istotę historii o orle. Orzeł mieszkał wśród zwykłych kur domowych, sam myśląc, że jest kurą. Jednak pewnego razu coś się odmieniło w jego życiu: coś powiedziało mu, że nie jest tak, jak myśli. Orzeł wzleciał i uzmysłowił sobie, że nie jest kurą, że przyjmował to, co mu rzucano, pasąc się ziarnami.
Gdy zagłębiam się we wspomnienia, są coraz bardziej niezwykłe, gdyż otaczane są przez mgłę, same sobie nadają dużo tajemniczości. Jako czytelnik nie musisz tego odczuwać, lecz dopiero, gdy sam będziesz próbował o czymś niezwykłym napisać ze wspomnień, uświadomisz sobie, jak dziwnie są one skonstruowane. Są już czymś poza czasem i przestrzenią.
Wracając do opowieści. Było 100 pytań do bierzmowania. Pierwszy test z 25 pytań zdałem pomyślnie. Drugi i trzeci - brakło mi zaledwie punktu, pół punktu. Dopiero później się poprawiłem. Jednak ostatni test, z 25 pytań, również nie zdałem i musiałem przez kilka tygodni szukać księdza, a raczej jego dobrej woli i czasu. Tutaj miałem wiele wątpliwości. Czy naprawdę chcę być bierzmowany? To było najbardziej trapiące pytanie, z niego wynikały inne pytania dotyczące przyszłości, wyglądu życia. Obecny był lęk. Bierzmowanie było ważne z kilku powodów, i z tych ziemskich, i tych duchowych.
W dniu bierzmowania w drodze do szkoły ujrzałem wschodzące słońce. Moja szkoła jest trochę poniżej poziomu miasta, ale ogólnie miasto jest w kotlinie i naprawdę trudno rano zobaczyć wschód słońca. Ale ja wtedy go zobaczyłem.
W czasie całego dnia słońce nie ustępowało ani na krok. W czasie samego bierzmowania coś przyciągało moją uwagę, przez całą mszę. Nie był to biskup ani krzyżmo... był to płomień świecy. On wypalał we mnie tą część, która nadal należała do świata.
Wcześniej, kilka dni przed bierzmowaniem, czytałem książkę "Magowie. Trzej królowie nauczycielami Jezusa". Przez te dni patronował, czy też patronowała mi... księżyc.
Mam więc już trzy znaki. Trzy symbole moich ponownych narodzin. Trzy talenty, trzy dary. Zapał, wspaniałomyślność i nadzieja.
Poza tym zauważyłem dziwną anomalię czy też zbieg okoliczności, biorąc pod uwagę perspektywę numerologii. Otóż po dodaniu imienia z bierzmowania moje nazwisko przybrało postać 5, czyli ogólnie całość, zaś wnętrze, same samogłoski - też... 5. Lecz to nie koniec. Z daty urodzenia, ponownego urodzenia, 31 marca 2005, również wychodziło mi... 5!
To moje poszukiwania, które natknęły się na Drogę, Prawdę i Życie. Tak jawią mi się symbole, choć ich istota jest uniwersalna dla wszystkich.
Miałem też inne doświadczenia mistyczne - związane z ponowieniem ślubów, czy też, jak to ja nazywam, odrodzeniem. Jest to coś umacniającego więź z Bogiem, umacniające wcześniejsze postanowienia. Jednym z moich odrodzeń były rekolekcje w Groniu. Byłem tam wraz z grupą zwaną Oazą. Na odrodzeniu były obecne trzy znaki, dary - zostałem poczęstowany solą, prochem i światłem (promieniem świecy).
Nie widziałem cudów, ale uwierzyłem w nie. Podczas wyjazdu do Gronia też miałem wątpliwości. Z jednej strony chciałem zawrócić, lękałem się. Lecz z drugiej coś chciało, bym został, bym pojechał. Co? Bóg...
Widziałem gołębice, która przyleciała i która przechadzała się obok mnie, gdy pomyślałem o tym, by pojechać. To była decyzja, która miała siłę nadziei, decyzja, która była odczuciem. Zresztą... bardzo często widzę ptaki, dają mi znaki. Szczerze mówiąc nie potrafię rozeznać się z kierunkami ich lotu, lecz tylko patrzę na to, czy są to białe, pokojowe ptaki, czy czarne.
Teraz, gdy sobie przypominam ostatnią lekturę, Alchemika, zastanawiam się, czy aby na pewno pomyślałem o tym, by pojechać. Wydaje mi się to wątpliwe. Raczej chciałem już opuścić dworzec, nawet jeśli było kilka osób z mojej grupy. Jednak biały ptak utwierdził mnie, bym został. Podobno biały kolor oznacza "nie". Ciekawe...
Niby zwykłe rzeczy - ptaki - w moim wypadku zawsze coś oznaczają, często obrazują tok moich myśli. Dzięki nim wiem, czy robię sobie urojenia (gawrony), czy dokonuję zmiany, rewolucji w swoim myśleniu (gołębice, ogólnie białe ptaki). Czasami nawet obecna jest mieszanka (biały tułów i skrzydła, czarna głowa - oznacza gotowość ducha, lecz niezdolność umysłową, ciemnotę myślową duszy).
Kiedyś słyszałem, że cuda nie polegają na tym, że wydarzają się rzeczy niestworzone - ale że cuda polegają na tym, że dzieje się coś w odpowiednim czasie i miejscu, doskonale. Cudem nie był wytrysk wody ze skały - cudem było to, że Mojżesz waląc kijem w skałę uzyskał jakikolwiek efekt w tym czasie, w którym to po raz pierwszy robił.
To wszystko, mam nadzieję, że i Ty - mój bracie lub siostro - zaczniesz poszukiwać.
Możesz nie szukać Chrystusa, ale On nadal Cię szuka.
Możesz nie wierzyć w Boga, ale Bóg nadal wierzy w Ciebie.
Możesz nie słuchać tego, co mówię, ale nie możesz zaprzeczyć temu, co sam nie sprawdziłeś.