-
Odrodzenie
Skrada się cichutko, powoli
Z dziką satysfakcją,
I świadomością celu
Atakuje nasze odbicie
A ono pryska.
Chodzimy, nie mając odbicia
Szukając Prawdy, czekają nas mury
Mury trudów, rosłych na naszych grobach
Próbujemy je przebić sztyletem
Odzyskanej pamięci.
Na wietrze,
na powierzchni,
w płynie,
w formie
Rodzimy się ponownie.
***
Czas
Skaczemy po linie, która
Huśtając się zmusza nas
Do oglądania widoków.
O, jakże jesteśmy
Nieświadomi tego, co robimy.
Sięgamy okiem daleko,
Zapominając o tym, co blisko
Po czym stąpamy, na tej ziemi,
Której nikt nie widzi?
Dokąd idziesz?
Pyta nas czas.
Sterczymy na brzegu wody,
Przeglądamy się w niej, ciesząc z
Obrazu naszego ja, naszej powierzchowności
Tymczasem zwierzęta wokół nas się zbierają,
Tymczasem woda na drugim końcu staje się wzburzona
A my - pyszni, nieświadomi - stoimy.
Byłoby weselej,
Gdybyśmy mogli podnieść głowy
Popatrzeć na fale, i uciec
Zobaczyć zwierzęta, i odgonić je ogniem
Zapomnieć o odbiciu, które zobaczyliśmy.
Uczepilibyśmy się jednej wizji
Jednego snu, jednej wody
Pływamy po niej,
Jakby chcąc
ciągnąć egzystencję w Nieskończoność.
Lecz toniemy w niej, stając się zmienną wodą
Umierając dla innych, przyszłych.
Skracamy czas na własne życzenie
Wiedząc, kto przyjdzie
Wynurzamy się z wody, próbując uniknąć
Marnego losu. Ponieważ oczekujemy tego,
Czego nie chcemy, to spełnia się,
Tak jak gwiazdy błyszczą, jak gdyby
Odpowiadając na nasze spojrzenia.
***
Ulice pamięci
Trudni się tym cały czas
Mała istotka, pośród kanionów.
Stara sobie przypomnieć
Skąd przybyła
Dokąd pędzi.
Idzie przed siebie
Mając nadzieję, że coś ujrzy
Pośród pustkowi
Dodaje jej otuchy
Słońce w górze
Myśli o wszystkim, co zrobi,
Gdy dojdzie tam, gdzie chce dojść,
Choć nie wie, gdzie to jest.
Szuka wspomnień, które zamierza
Spotkać na końcu swoich poszukiwań.
Te miasta przemijają, te, w których
Na pozór - mieszkamy. Są jak obraz zmienny
Który daremno staramy się przypomnieć;
Nasze serce tęskni do powodu, po co tu przybyło
Tu, gdzie wszystko zmienne i niestałe.
Dusza ulegnie wezwaniu
Wezwaniu Stwórcy, który daje
Jej ciało, by mogła się objawić.
Wezwaniu Wiedzy, która daje
Jej powód do istnienia i
Daje jej poznać przyczynę,
Której później nie pamięta.
Istotki, srebrne jak pyłek
Delikatne jak puch
Śpiewają o radości poznania prawdy
O przyczynie istnienia, które
Uczuciowo znają.
Nadzieja wśród ciemności
Ulic miasta zmienności,
Dziwnych chwil namiętności,
Których ciche serca nie znają.
***
Natchnieni
Przybywają z krain cudów
By nas uratować
Z jasnych wyżyn niebieskich
By poznać swoje owoce.
Stworzyli ciało, według maszyny
Którą sami skonstruowali.
Duszę dał kto inny, związany z nimi
Nie związany z ciałem;
Lecz z myślą.
Bądź czujny, bacz,
Byś nie zaspał
Bo gdy przyjdą,
Zadzwonią bardzo cicho
By usłyszeli ich oczekujący
Na Niebo.
***
Fałszywe upadanie
Spadanie do czeluści
Słów pustych, piekłem
Byłoby słuchanie narzekań;
Nietrafnych sądów.
Głuchych oczekiwań.
Zatrzymajmy to chore przedstawienie
Śniąc o lepszym jutro, i lepszym teraz
Robiąc im na przekór: pokazując dziurę w
Wychwalanym przez nich całym
I całość w rzeczy podejrzewanej o niekompletność.
Bo to wszystko pokryli farbą jednego koloru.
Wyznają coś, czego nie znają,
Mówią, że widzieli, ale
nie potrzebują tego widzenia.
W dniu, który nadejdzie, ale nie tak jak oczekiwali
My ich poprowadzimy;
Ponieważ choć nie widzieliśmy,
Uwierzyliśmy, bo jeszcze nie wiedzieliśmy,
Po co żyć.
***
Skrót
Wiedzie nas droga
Długa, trudna, nagła
Ze skały wyrzeźbiona
Wielka jak wyżyny wód
Mała strop podtrzymujący
Pałac boskiej miłości i czynu.
Wszyscy poszliśmy
Jedni nie chcieli, bo
Wiedzieli, co czeka
Nie pamiętali o nagrodzie
Trudów nie wcześniej nie poznali.
Drudzy chcieli, bo
Nie wiedzieli, co ich czeka
Pamiętali doskonale o nagrodzie
Trudy, jak im się zdawało, poznali.
Tam, dokąd chcesz iść
Czeka Cię długa droga
Tam, dokąd nie chcesz iść
Czeka Cię krótka droga,
Spadająca nagle, ale druzgocząca.
Oboje dojdziemy tam,
Dokąd chcemy iść
Kto skrótem
Ten przegrany.